Nowe smartfony drożeją: tanie modele odchodzą w przeszłość
Grzegorz Chruścielewskismartfon | fot.https://elements.envato.com/
W ciągu ostatnich dwóch lat wyścig o moc obliczeniową dla sztucznej inteligencji przyspieszył tak gwałtownie, że odbija się to na całej branży elektroniki użytkowej. Fabryki półprzewodników, które wcześniej w dużej mierze zabezpieczały potrzeby rynku mobilnego, dziś coraz częściej przeznaczają linie produkcyjne na układy do centrów danych i serwerów AI. Efekt uboczny jest oczywisty: komponenty niezbędne do budowy smartfonów drożeją z kwartału na kwartał, a koszty te lądują ostatecznie w kieszeni konsumentów.
Drożejące podzespoły: pamięć ponad procesor
Według wyliczeń TrendForce średnia cena zestawu 12 GB LPDDR5X + 256 GB UFS 4.0 przekroczyła na początku 2024 roku 310 USD, co oznacza skok o około 340% względem analogicznego okresu rok wcześniej. O ironio, pamięć stała się dziś droższa niż flagowe procesory mobilne – czołowe układy Qualcomma i MediaTeka wyceniane są przez producentów na 270–290 USD za sztukę. To odwrócenie proporcji, które jeszcze dwa lata temu wydawały się niepodważalne, wymusza trudne decyzje po stronie marek.
Najbardziej jaskrawym przykładem jest tegoroczna linia Google Pixel, gdzie w modelach Pro ograniczono pamięć RAM z 16 GB do 12 GB, aby utrzymać marżę na rozsądnym poziomie. Podobną ścieżką poszedł ostatni Xiaomi z serii T – zamiast standardowej konfiguracji 12 / 256 GB w podstawowej wersji zaoferowano 8 / 128 GB. Oszczędności te nie wystarczyły jednak, by powstrzymać wzrost cen katalogowych, które i tak podniosły się średnio o 50–80 USD względem poprzedników.
Światowa mapa wzrostów cen
Dane Counterpoint Research pokazują, że przeciętna cena detaliczna smartfona (ASP) wzrosła globalnie o 15% między styczniem 2023 a styczniem 2024. Nowo debiutujące modele są jeszcze droższe – średnio o jedną czwartą w porównaniu z odpowiednikami z 2022 r. Najsilniej zjawisko dotknęło rynki rozwijające się: Indie odnotowały 21% zwyżki, region Azji i Pacyfiku 19%, a Bliski Wschód i Afryka 18%. Europa, dzięki relatywnie stabilnemu kursowi euro i większemu nasyceniu rynku flagowcami, zanotowała skromniejsze 7%.
IDC wskazuje, że w segmencie premium (powyżej 600 USD) udział rynkowy wzrósł do 21%, ale dzieje się to kosztem telefonów budżetowych. W gamie urządzeń do 200 USD wolumen sprzedaży spadł w 2023 roku o 17%, co najmocniej odbiło się na chińskich markach specjalizujących się w tanich smartfonach. W praktyce oznacza to, że konsumenci, którzy do tej pory aktualizowali telefon co dwa lata, coraz częściej wydłużają cykl życia urządzenia do trzech, a nawet czterech lat.
Strategie producentów i nowa psychologia konsumenta
Producenci próbują łagodzić skutki galopujących kosztów na kilka sposobów. Najpopularniejsze to redukcja liczby aparatów, instalowanie matryc o mniejszej rozdzielczości, zwolnienie tempa aktualizacji ładowarek w zestawie oraz ograniczanie pamięci masowej w modelach podstawowych. Według GfK już co trzeci nowy smartfon z segmentu mid-range oferuje 128 GB pamięci, mimo że rok wcześniej standardem było 256 GB.
Jednocześnie na popularności zyskuje handel urządzeniami odnowionymi. GSMA Intelligence szacuje, że rynek „refurb” wzrósł w 2023 roku o 11% i może osiągnąć wartość 73 mld USD do 2026 r. Operatorzy komórkowi odnotowują dwucyfrowe wzrosty w programach wymiany ratalnej, a platformy e-commerce wprowadzają subskrypcje umożliwiające coroczną wymianę telefonu przy zachowaniu stałej opłaty miesięcznej.
Prognozy do 2027: zmiana układu sił
Omdia prognozuje, że globalne dostawy smartfonów spadną w 2024 roku o kolejne 14%, a do poziomu sprzed pandemii rynek nie wróci wcześniej niż w 2027 r. Segment budżetowy może skurczyć się o jedną trzecią, co szczególnie uderzy w Xiaomi, Oppo, vivo i Honor – marki zależne od wysokiego wolumenu tanich modeli. Szacunki wskazują na spadki ich globalnej sprzedaży od 15% do nawet 34% rok do roku.
Samsung, dzięki własnym zakładom DRAM w Korei i Tajlandii oraz szerokiej ofercie obejmującej zarówno telefony za 150 USD, jak i składane flagowce, ma szansę na umiarkowany wzrost – około 1% według IDC. Apple, mimo spodziewanej 10–15 USD podwyżki cen kolejnego iPhone’a, utrzyma stabilny wolumen dzięki lojalności użytkowników i agresywnym programom ratalnym w USA. Wyjątek stanowi Huawei, który – opierając się na własnych procesorach Kirin i umacniając pozycję w Chinach – może odnotować nawet 8% wzrostu w 2024 roku.
Nawet jeśli ceny pamięci ustabilizują się w drugiej połowie dekady, niewiele wskazuje na powrót do „złotej ery” tanich smartfonów sprzed pandemii. Rosnące wymogi AI i łączności satelitarnej, konieczność spełnienia regulacji związanych z energooszczędnością oraz wyższe koszty pracy sprawiają, że nowa normalność cenowa w segmencie mobilnym prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej.