Brudna strona AI: Microsoft na rozdrożu technologicznym
Grzegorz Chruścielewskiai | fot. http://elements.envato.com/
Entuzjazm wokół generatywnej sztucznej inteligencji wywołał gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, a tym samym na energię elektryczną. Coraz częściej zwraca się uwagę, że ekosystem, który napędza algorytmy uczące się na miliardach parametrów, stoi w sprzeczności z wcześniejszymi deklaracjami branży o szybkim dojściu do neutralności klimatycznej. Wyzwanie polega na pogodzeniu błyskawicznej ekspansji centrów danych z ograniczeniami sieci elektroenergetycznych i realiami rynku odnawialnych źródeł energii.
Rozwój sztucznej inteligencji przyspiesza zużycie energii
Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że zapotrzebowanie na prąd ze strony centrów danych, kryptowalut i AI sięgnęło w 2022 r. około 460 TWh, co odpowiada całkowitej konsumpcji energii w Australii. Według tych samych prognoz, do 2026 r. wartość może wzrosnąć nawet o 70%, a głównym motorem będzie właśnie generatywna AI. Szkolenie jednego dużego modelu językowego potrafi zużyć tyle energii, ile przeciętne europejskie gospodarstwo domowe przez kilkanaście lat. Po zakończeniu treningu koszty nie spadają drastycznie – faza inferencji, czyli codzienne odpowiadanie na zapytania użytkowników, wymaga utrzymywania tysięcy wysokowydajnych procesorów graficznych pracujących w trybie 24/7.
Wzrost obciążenia przypada na moment, gdy wiele krajów zmaga się z deficytem mocy i powolnym przyłączaniem nowych farm wiatrowych czy fotowoltaicznych do sieci. Stąd rośnie pokusa, aby wesprzeć infrastrukturę AI stabilnymi, konwencjonalnymi źródłami, które można uruchomić natychmiast, zamiast czekać latami na pozwolenia i budowę nowych linii wysokiego napięcia.
Ambicje klimatyczne Microsoftu na zakręcie
Microsoft od 2020 r. deklaruje, że do końca dekady całe zużycie energii spółki będzie równoważone przez wytwarzanie ze źródeł odnawialnych, a dodatkowo firma zamierza stać się „carbon negative”, czyli usuwać z atmosfery więcej dwutlenku węgla, niż emituje. Jednak gwałtowny popyt na usługi Copilot czy Azure OpenAI powoduje, że korporacja musi przyspieszyć budowę nowych serwerowni nawet o kilkanaście miesięcy względem wcześniejszych planów. Wewnętrzne analizy — jak wynika z rozmów z pracownikami firmy — wskazują, że pozostanie przy sztywnym celu 100% OZE do 2030 r. może podnieść koszt pojedynczego megawata mocy serwerowni o ponad 20%.
Problemem nie jest wyłącznie cena zielonej energii, lecz jej dostępność dokładnie w miejscu i czasie, gdy intensywnie obciążone układy GPU pobierają maksymalną moc. Firma rozważa dlatego przejściowe strategie: hybrydowe moduły gazowo-elektryczne na terenie kampusów, długoterminowe kontrakty energetyczne z elektrowniami wodnymi w Kanadzie oraz współfinansowanie pierwszych małych reaktorów modułowych (SMR) w Stanach Zjednoczonych. Mimo braku publicznej rewizji planu klimatycznego, kierownictwo sygnalizuje większą „elastyczność” w interpretacji definicji pełnej neutralności, co zdaniem części analityków może zwiastować formalne przesunięcie celu.
Gorączka obliczeniowa a powrót do paliw kopalnych
Microsoft nie jest odosobniony. Google sygnalizuje, że w niektórych regionach — zwłaszcza w środkowej części USA — będzie zmuszony uruchamiać gazowe generatory rezerwowe, by utrzymać wskaźnik dostępności usług na poziomie czterech dziewiątek. Meta planuje wprowadzić do nowych kompleksów w Tennessee układy kogeneracji gazowej pozwalające odzyskiwać ciepło do chłodzenia cieczy, a Apple rozpatruje zakup udziałów w instalacjach biometanowych w Kalifornii do zasilania serwera do trenowania własnych układów AI Vision Processor.
Nawet firmy, które przez lata stawiały siebie za wzór zielonej transformacji, muszą dziś godzić się z tymczasowym wzrostem emisji. Kluczowym argumentem jest tutaj tzw. 24/7 clean energy — zasada mówiąca, że zielony prąd musi być dostępny przez każdą godzinę roku. Dopóki magazyny energii wielkoskalowe pozostają zbyt drogie lub niedojrzałe technologicznie, gaz ziemny staje się „pomostem”, choć zdaniem ekologów to niebezpieczne perpetuowanie uzależnienia od paliw kopalnych.
Ryzyka reputacyjne, społeczne i regulacyjne
Odejście od ambitnych terminów zeroemisyjnych niesie poważne konsekwencje wizerunkowe. Fundusze ESG, które kilka lat temu masowo kupowały akcje spółek technologicznych z uwagi na ich deklaracje klimatyczne, teraz coraz częściej wnikliwie weryfikują, czy obietnice pokrywają się z realną redukcją śladu węglowego. „Jeśli sektor nie znajdzie spójnego modelu zasilania, zobaczymy powrót do paliw kopalnych na niespotykaną skalę” — ostrzega dr Ingrid Deleeuw z Columbia Center on Global Energy Policy.
Na poziomie lokalnym mieszkańcy protestują przeciw wywłaszczaniu gruntów pod rekordowe transformatorownie, obawiają się też ryzyka suszy, bo chłodzenie serwerów pochłania rocznie miliony metrów sześciennych wody. Regulatorzy w Unii Europejskiej już zapowiedzieli szczegółowe wymogi raportowania zużycia energii przez centra danych w ramach nowej dyrektywy dotyczącej efektywności energetycznej. Niewykluczone, że podobne regulacje wprowadzą Stany Zjednoczone, jeśli tempo inwestycji nie zostanie zharmonizowane z celami klimatycznymi kraju.
Firmy technologiczne mają więc do wyboru: albo spowolnić wdrażanie sztucznej inteligencji, by dogoniły je infrastruktura i OZE, albo szukać kompromisów, które mogą podkopać zaufanie klientów i inwestorów. Te decyzje zdecydują, czy branża IT pozostanie liderem innowacji również w dziedzinie zrównoważonego rozwoju, czy też zapisze się jako główny hamulec globalnej transformacji energetycznej.