Deficyt pamięci RAM: Nawet starsze modele szybko znikają z rynku
Grzegorz ChruścielewskiPamięć RAM | Fot. https://elements.envato.com
Raj na rynku pamięci operacyjnej zamienił się w pustynię – tak można dziś podsumować sytuację, w której popyt wielokrotnie przewyższa podaż. Deficyt kości DDR4 i DDR3 jest na tyle dotkliwy, że odbiorcy przemysłowi i producenci urządzeń w 2026 r. zaczęli sięgać po technologię pamięci wprowadzoną jeszcze w pierwszej dekadzie XXI w. W efekcie moduły DDR2, niegdyś traktowane jako muzealne, stają się towarem strategicznym, a ich ceny rosną szybciej niż jakiekolwiek prognozy sprzed roku.
Skok cen DDR2 nabiera tempa
Trendforce szacuje, że w trzecim kwartale 2026 r. kontrakty na 512- i 1024-megabitowe układy DDR2 podrożeją o 35–40 proc. względem poprzedniego kwartału. To kolejny rajd cenowy – już w kwartale drugim wzrost sięgnął 55–60 proc. Analitycy zwracają uwagę, że od początku 2025 r. przeciętna cena spotowa tych kości niemal się potroiła, a dzisiejszy poziom stał się wyższy niż kiedykolwiek w czasach ich pierwotnej świetności. Dynamiczne podwyżki zaczynają więc wykraczać poza zwykłe korekty rynkowe i przypominają raczej sytuację z rynku surowców krytycznych.
Dlaczego kurczą się zapasy nowocześniejszych modułów
Kilka zbieżnych trendów pogłębia niedobór nowszych standardów. Fabryki DRAM przestawiają moce produkcyjne na DDR5 i HBM, ponieważ to one trafiają do serwerów AI oraz akceleratorów graficznych. Tymczasem sektor sztucznej inteligencji wchłania ogromne wolumeny pamięci, zwłaszcza 16 Gb i 32 Gb, co wyczerpuje zapasy DDR4 i DDR3 w kanałach dystrybucji. Dodatkowo część starszych linii została zamknięta w czasie pandemicznego spowolnienia, a ich restart jest kosztowny i czasochłonny. W rezultacie firmy, które nie mogą czekać na dostawy nowoczesnych modułów, rekonfigurują sprzęt pod obsługę DDR2, byle tylko utrzymać ciągłość produkcji.
Producenci niszowego standardu wracają do łask
Na globalnym rynku pozostały de facto dwie wyspecjalizowane marki dostarczające świeże układy DDR2. Winbond, znany od lat 80. tajwański producent, wygasza tę linię, lecz zapasy magazynowe wciąż zasilają odbiorców komercyjnych. Odwrotną strategię przyjęło ESMT (Elite Semiconductor Memory Technology) – firma zwiększa moce o kilkanaście procent rocznie, licząc na utrzymanie rentowności niszowego segmentu. Obie spółki korzystają na sytuacji, która dla większych graczy – Samsunga, SK Hynixa czy Microna – jest zbyt mało perspektywiczna, aby wznawiać legacy-produkty.
Co czeka rynek do końca dekady
Według Trendforce napięcia podażowe mogą potrwać aż do 2030 r., jeśli inwestycje w nowe fabryki nie przyspieszą, a popyt na serwerowe DRAM utrzyma dotychczasowe tempo. Już dziś mniejsze zespoły projektujące komputery konsumenckie – jak twórcy popularnej niegdyś minikonsoli Steam Machine – sygnalizują, że pozyskanie pamięci w hurtowych ilościach graniczy z niemożliwym. Najwięksi producenci elektroniki radzą sobie negocjowaną alokacją, podczas gdy średni i mali będą musieli pogodzić się z wyższymi kosztami lub opóźnieniami premier. Wszystko wskazuje więc na to, że „antyczne” DDR2 jeszcze długo pozostaną nieoczekiwanym beneficjentem cyfrowego wyścigu zbrojeń.