Najnowsza wersja MacBooka Air jeszcze dobrze nie zadomowiła się w sklepach, a już zdążyła stać się jednym z najbardziej pożądanych komputerów przenośnych na świecie. Ku zaskoczeniu samego producenta, rosnące listy oczekujących w wielu krajach zbiegły się z coraz poważniejszym niedoborem kości DRAM i pamięci flash, które są kluczowe dla montażu każdego egzemplarza. Efekt: nie wszędzie da się zamówić wymarzoną konfigurację, a daty dostaw dla części wariantów przesuwają się o tygodnie, a nawet miesiące.
Problem Apple jest odbiciem zjawiska obserwowanego w całej branży elektronicznej. Po pandemicznym wzroście zainteresowania urządzeniami konsumenckimi część producentów układów scalonych zmniejszyła nakłady inwestycyjne, zakładając stopniowe wygaszanie popytu. Tymczasem boom na komputery do pracy hybrydowej, konsolki przenośne oraz centra danych AI sprawił, że zapasy pamięci gwałtownie skurczyły się, a ceny kontraktowe poszybowały w górę. Właśnie w tym momencie Apple próbuje dostarczyć na rynek miliony ultrabooków.
Globalny deficyt pamięci kruszy plany producentów
Według danych firmy analitycznej TrendForce łączna podaż układów DRAM w pierwszej połowie roku spadła o niespełna 7%, podczas gdy zapotrzebowanie ze strony producentów laptopów wzrosło o ponad 10%. Jeszcze gorzej wyglądają statystyki dla pamięci NAND, gdzie wzrost popytu napędzany przez serwery obliczeniowe AI i smartfony premium przekroczył 15% rok do roku. Gartner zwraca uwagę, że rosnące ceny wysyłkowe i przedłużający się czas transportu z fabryk w Azji dodatkowo pogarszają sytuację, zwłaszcza w Europie oraz Ameryce Północnej.
Pod presją są wszystkie segmenty rynku PC, lecz ultrabooki klasy MacBooka Air ucierpiały szczególnie. Wysoka gęstość upakowania podzespołów w lekkiej obudowie oznacza, że Apple nie może łatwo zastąpić jednego rodzaju kości innym bez kosztownych zmian konstrukcyjnych. Gdy do równania dodamy niezwykle ambitne cele sprzedażowe – szacunki IDC mówią o 15% wzroście wolumenu MacBooków w 2024 r. – powstaje kombinacja, której nie sposób rozwiązać z dnia na dzień.
Jak Apple reaguje na kryzys dostaw komponentów
Aby uniknąć sytuacji, w której flagowy laptop całkowicie zniknie z półek, firma z Cupertino wdrożyła wielowarstwową strategię. Po pierwsze, zamówienia na najbardziej rozbudowane konfiguracje – z 24 GB pamięci RAM i 2 TB przestrzeni dyskowej – zostały ograniczone do wybranych rynków biznesowych i edukacyjnych. W otwartych kanałach sprzedaży priorytet mają komputery z 8 lub 16 GB RAM i dyskami 256–512 GB, bo to na nie przypada ponad 70% całkowitej sprzedaży.
Po drugie, Apple przeniosło część mocy produkcyjnych z linii Mac Studio i Mac mini na montaż MacBooka Air i MacBooka Pro. Nie jest tajemnicą, że stacje robocze są produktami niszowymi w porównaniu z laptopami, a przesunięcie zasobów wytwórczych wydłużyło jedynie terminy dostaw tych modeli. Źródła z łańcucha dostaw wskazują również na agresywne negocjacje z koreańskimi i japońskimi dostawcami, które miały zapewnić Apple pierwszeństwo w odbiorze partii najnowszych kości LPDDR5 oraz układów NAND o najwyższej gęstości.
Konsekwencje dla konsumentów i całego rynku PC
Dla klientów oznacza to przede wszystkim konieczność dokładniejszego planowania zakupów. Sklepy detaliczne informują, że najbardziej przystępne cenowo konfiguracje wyprzedają się w ciągu kilkudziesięciu godzin od pojawienia się dostawy. Zainteresowani mocniejszymi wersjami muszą zdecydować, czy poczekać na realizację zamówienia, czy przenieść budżet na MacBooka Pro, który w wielu regionach ma dziś krótszy czas dostawy dzięki większej elastyczności konfiguracji.
Napięta sytuacja odbija się także na pozostałych producentach. Lenovo i HP już wiosną zrewidowały w dół prognozy sprzedaży swoich ultrabooków, a Dell w oficjalnym komunikacie przyznał, że ograniczył dostępność modeli XPS w niestandardowych wariantach pamięci. Efekt skali Apple powoduje, że im większy gracz, tym łatwiej mu wywalczyć dostawy, co z kolei pogłębia dysproporcje na rynku.
Długofalowe scenariusze dla sektora półprzewodników
Eksperci Semi Analysis przypominają, że na horyzoncie widać inwestycje warte ponad 200 mld dolarów w nowe fabryki DRAM i NAND na Tajwanie, w Korei Południowej, Stanach Zjednoczonych i w Niemczech. Część z nich finansowana jest przez lokalne programy wsparcia, takie jak amerykański CHIPS and Science Act czy europejska inicjatywa IPCEI. Mimo to pierwsze linie produkcyjne ruszą dopiero w latach 2025–2026, a pełna stabilizacja podaży zdaniem IC Insights nastąpi nie wcześniej niż w 2027 r.
Do tego czasu producenci sprzętu – z Apple na czele – będą musieli balansować między rosnącym popytem a kurczącą się pulą komponentów. W praktyce oznacza to dalsze ograniczanie egzotycznych konfiguracji, priorytet dla modeli masowych i możliwe różnicowanie specyfikacji w zależności od regionu. W perspektywie krótkoterminowej konsumenci mogą spodziewać się okresowych skoków cenowych oraz dłuższych terminów realizacji zamówień, zaś sama branża zostanie zmuszona do jeszcze ściślejszej współpracy z producentami układów pamięci, by uniknąć kolejnego „RAMageddonu”.