-
reklama
Rozrywka

Legenda, która spaliła się w blasku własnego ognia. Tak upadał idol pokolenia

„The Doors – historia nieopowiedziana” to dokument, który już samym tytułem obiecuje widzowi więcej, niż faktycznie oferuje. Oryginalnie zatytułowany „When You’re Strange”, film Toma DiCillo nie demaskuje nieznanych faktów o legendarnym zespole, ani nie przedstawia rewolucyjnych analiz. Zamiast tego, oddaje głos archiwom, emocjom i ponadczasowej muzyce The Doors, a zwłaszcza jej frontmanowi, Jimowi Morrisonowi.

Taśma filmowa
(Taśma filmowa : fot. elements.envato.com)

Głos zza kulis

Narracja prowadzona przez spokojny, wyważony głos Johnny’ego Deppa stanowi swoiste przeciwważenie dla burzliwej historii zespołu. Depp nie epatuje emocjami, nie dramatyzuje, po prostu opowiada. To narracja bez sensacji, ale z szacunkiem dla faktów i samego zespołu. Widz, szczególnie ten zakochany w muzyce The Doors, poczuje się jak na nostalgicznej przejażdżce przez czasy, w których rock był nie tylko dźwiękiem, ale też manifestem wolności i buntu.

Gdzie kończy się zespół, a zaczyna Morrison?

Choć dokument ma być historią The Doors jako grupy, nie sposób nie zauważyć, że jego sercem jest Jim Morrison. Artysta pokazany jest nie jako chaotyczny szaleniec znany z filmu Olivera Stone’a, ale jako wrażliwy poeta, introwertyk i myśliciel zmagający się z własnymi demonami. DiCillo, choć portretuje go z empatią, unika głębszego wejścia w temat autodestrukcji, uzależnień i kontrowersji. Może to zabieg celowy i próba pokazania, że The Doors to nie tylko Morrison. Problem w tym, że jego cień i tak dominuje całą opowieść. Na uznanie zasługuje decyzja o wpleceniu fragmentów rzadko pokazywanych filmów, takich jak „HWY: An American Pastoral” i „Feast of Friends”. Dzięki temu widzowie mają okazję zobaczyć Morrisona także jako filmowca, twórcę wizji, a nie tylko sceniczną ikonę. Fragmenty dodają filmowi nieco unikalności i stanowią atrakcję dla najbardziej zagorzałych fanów.

Ogień, który zgasł

Film nie ustrzegł się jednak momentów przesadnie patetycznych. Symboliczna zapalona zapałka na początku i jej zgaśnięcie wraz ze śmiercią Morrisona to przykład taniego zabiegu stylistycznego, który zamiast podkreślić dramat, trąci banałem. Na szczęście takich „ozdobników” jest niewiele, a historia, oprawiona w hipnotyczną muzykę The Doors, broni się sama.

Czy warto obejrzeć?

„The Doors – historia nieopowiedziana” to nie film dla szukających sensacji. Nie oferuje nowej prawdy ani rewolucyjnych wniosków. Jest za to solidną, stylową opowieścią o zespole, który – choć istniał zaledwie kilka lat – wywarł kolosalny wpływ na historię muzyki. To także kolejna odsłona Jima Morrisona – idola, który spłonął w swoim własnym świetle. I choć nie dowiemy się z tego dokumentu niczego „nieopowiedzianego”, to emocjonalna podróż, jaką oferuje, nadal potrafi zachwycić.

Zuzanna Gąsiorowska

Redaktorka, korektorka, copywriterka. Studentka dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, absolwentka podyplomowej redakcji językowej tekstu na UW. Miłośniczka motoryzacji, podróży, fotografii oraz literatury.