AI w kryzysie: OpenAI wyłącza kluczową usługę
Grzegorz Chruścielewskiai | fot. http://elements.envato.com/
Bańka AI zaczęła pękać. OpenAI wyłącza bardzo popularną usługę – taką wiadomość otrzymali wczoraj użytkownicy Sory, flagowego narzędzia firmy do generowania wideo z tekstu. Choć rynek liczył, że zaawansowane modele multimodalne będą kolejnym krokiem po ChatGPT, decyzja o zamknięciu projektu stała się głośnym sygnałem, że tempo rozwoju tej gałęzi sztucznej inteligencji natrafiło na twarde ograniczenia technologiczne, finansowe i prawne.
Geneza i zaskakujące wyłączenie
Sora zadebiutowała w wersji demonstracyjnej na początku 2025 r., obiecując nawet minutowe klipy w jakości kinowej generowane wyłącznie z opisu tekstowego. Entuzjazm branży był ogromny: partnerzy medialni deklarowali miliardowe inwestycje, a kapitalizacja rynkowa OpenAI rosła szybciej niż u niejednego producenta sprzętu. W marcu 2026 r. na blogu firmy ukazał się jeszcze poradnik dotyczący bezpiecznych treści dla nastolatków, co potwierdzało, że produkt wciąż znajdował się w fazie aktywnego rozwoju. Miesiąc później zespół Sory opublikował jednak krótkie oświadczenie w mediach społecznościowych, dziękując twórcom za dotychczasową współpracę i zapowiadając harmonogram wygaszania zarówno aplikacji, jak i interfejsu API.
Kontrowersje i przeszkody technologiczne
Od pierwszych dni istnienia Sora mierzyła się z krytyką dotyczącą kwestii etycznych i praw autorskich. Internauci wykorzystywali system do „wskrzeszania” zmarłych celebrytów czy generowania materiałów inspirowanych markami chronionymi IP, co wywoływało protesty rodzin i firm. Równolegle rosły nakłady na infrastrukturę: analizy firmy SemiAnalysis pokazują, że 60 sekund wysokiej jakości wideo z modelu o podobnej skali pochłania nawet kilka dolarów w samych kosztach GPU i energii. Przy milionach zapytań miesięcznie budżet szybko stawał się trudny do uzasadnienia, zwłaszcza w obliczu niepewnych przychodów z subskrypcji.
Wycofanie kluczowego partnera biznesowego
Kroplą, która przelała czarę, miało być wyjście z projektu jednego z najważniejszych inwestorów. Disney – według Financial Times – zerwał warunkową, wartą około miliarda dolarów umowę licencyjną na wykorzystanie Sory w produkcjach animowanych. Dla OpenAI oznaczało to utratę nie tylko środków na rozwój, lecz również przewidywalnego kanału dystrybucji gotowych rozwiązań. W konsekwencji zarząd firmy uznał, że utrzymywanie produktu w obecnej formie przestało być ekonomicznie uzasadnione.
Implikacje dla rynku generatywnego wideo
Po wycofaniu się OpenAI w segmencie generowania wideo w praktyce pozostał jedynie Google Veo – projekt działający w ramach Google DeepMind. Choć Veo dysponuje podobną architekturą, analitycy Gartnera podkreślają, że gigant z Mountain View może równie dobrze przekierować zasoby na mniej kosztowne modele tekstowe lub obrazowe, gdzie popyt jest stabilniejszy. Na razie programiści, studia reklamowe i startupy skupione na wideo stoją przed dylematem: czekać na nową generację narzędzi czy inwestować we własne pipeline’y bazujące na otwartych modelach, choćby takich jak Pika 1.0 czy Runway Gen-3.
Czy to początek większej korekty?
Inwestorzy oceniają, że sytuacja przypomina wczesne stadium „korekty dot-comów”: projekty o wysokim spalaniu gotówki, nieposiadające klarownego modelu monetyzacji, mogą zostać szybko zweryfikowane przez rynek. W branży AI rosną także koszty regulacyjne – Unia Europejska finalizuje właśnie przepisy AI Act, które nakładają na twórców modeli multimodalnych obowiązek kompleksowych audytów treści. Jeśli popyt konsumencki na hiperrealistyczne, generowane filmy nie wzrośnie proporcjonalnie do kosztów ich tworzenia, kolejne podmioty mogą podążyć drogą OpenAI i skupić się na tańszych, bardziej dojrzałych zastosowaniach sztucznej inteligencji. Dla użytkowników oznacza to chwilową pauzę w spektakularnych pokazach możliwości wideo, a dla całej branży – lekcję, że nawet najbardziej obiecujące technologie muszą w końcu udowodnić swoją biznesową wartość.