Tempo, w jakim rozbudowywana jest najnowsza odsłona serii Battlefield, wzbudza coraz większe niezadowolenie odbiorców. Choć model „gry-usługi” miał gwarantować stały dopływ atrakcji, po pięciu miesiącach od premiery bilans nowości zamyka się w ledwie czterech mapach, co – według wielu fanów – kłóci się z obietnicą dynamicznego wsparcia i kontrastuje z rozbudowanymi dodatkami znanymi z wcześniejszych części cyklu.

Sezonowy rozkład jazdy – cztery mapy w pięć miesięcy

Pierwszy sezon live-service zaoferował dwie plansze oraz garść broni i gadżetów. Drugi, oficjalnie zapowiedziany przez DICE, ma powtórzyć ten schemat, powiększając pulę aren do czterech. Biorąc pod uwagę, że sezon drugi potrwa co najmniej do marca, mówimy o półrocznym okresie, w którym łączna liczba nowych map nie przekroczy liczby palców jednej ręki. Dodatkowe elementy – takie jak operatorzy, kosmetyka czy poprawki balansu – nie rekompensują w odczuciu społeczności deficytu podstawowej zawartości, stanowiącej serce rozgrywki wieloosobowej.

Powrót do Battlefield 4 – gdy dodatki były płatne

Dla porównania warto sięgnąć do Battlefield 4, tytułu, który funkcjonował w tradycyjnym modelu płatnych DLC sprzedawanych w ramach Premium Pass. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy od debiutu ukazały się trzy pakiety: China Rising, Second Assault oraz Naval Strike. Każdy dodawał cztery nowe lokacje, co łącznie dawało tuzin map, urozmaicony arsenał, pojazdy i tryby gry. Choć wówczas krytykowano konieczność dopłacania za rozszerzenia, z dzisiejszej perspektywy część graczy wspomina tamten cykl wydawniczy jako zdecydowanie obfitszy.

Głos społeczności: rosnąca frustracja

Wątek tempa rozwoju stał się jednym z najgorętszych na redditowym subforum serii. Użytkownik u/r_z_n zauważa: „Gdy piszę, że wolałem czasy płatnych dodatków, zwykle zbieram minusy – a mimo to dalej nie widzę, by wersja live-service otrzymywała porównywalne wsparcie”. Z kolei u/anan48 punktuje różnicę w skali: „Gra wystartowała prawie trzy tygodnie wcześniej niż Battlefield 4, tymczasem do marca zanosi się na zaledwie cztery mapy. Jak to pogodzić z faktem, że nad marką pracuje dziś kilka połączonych studiów?” Podobnych wypowiedzi, podkreślających rozczarowanie liczbą nowości, pojawiają się setki, a liczba aktywnych graczy na platformach PC według danych serwisów śledzących statystyki systematycznie spada.

Para w gwizdek? Skala zespołu kontra rezultaty

Obecnie za rozwój cyklu odpowiada nie tylko macierzyste studio DICE, lecz także Ripple Effect (dawne DICE LA), Criterion Games oraz zespół Mobile. Po reogranizacji przeprowadzonej przez Electronic Arts w 2021 roku powstała nawet parasolowa struktura „Battlefield Studios”, która miała zwiększyć tempo produkcji. Krytycy wskazują, że efekt współpracy wielu ekip jest odwrotny do oczekiwań – kalendarz aktualizacji nie przyspieszył, a priorytetem stało się łatanie kluczowych problemów technicznych. Pandemia, praca zdalna i rotacje kadrowe w połączeniu z budowaniem fundamentów nowej technologii (m.in. rozbudowane destrukcje i system specjalistów) sprawiły, że produkcja dodatkowych map okazała się bardziej czasochłonna, niż zakładano.

Perspektywy i możliwe scenariusze

Wewnętrzny plan wsparcia Battlefield 6 jest prawdopodobnie nakreślony na wiele miesięcy naprzód, co utrudnia drastyczne przyspieszenie cyklu wydawniczego. Część graczy domaga się powrotu do większych, rzadziej wydawanych, lecz bardziej treściwych rozszerzeń; inni oczekują skrócenia sezonów i stałego dopływu mniejszych aktualizacji. DICE deklaruje, że kolejne poprawki jakościowe pozostają priorytetem, jednocześnie sygnalizując prace nad „dużymi, niespodziewanymi projektami” na dalszy etap wsparcia. Jeśli jednak liczba map będzie rosła w dotychczasowym tempie, gra może utracić część społeczności na rzecz konkurencyjnych shooterów, które udowodniły, że bogaty i regularny content jest kluczowym czynnikiem utrzymania wysokiej aktywności użytkowników.