Kryzys pamięci RAM: 390 TB danych zagrożone utratą

Laptop | fot. http://elements.envato.com/

Od niemal roku producenci podzespołów zmagają się z bezprecedensowym deficytem kości DRAM i gwałtownym wzrostem cen dysków twardych. Skutki tego zjawiska widać już nie tylko w centrach danych czy na półkach sklepów, lecz także w niszowych, często utrzymywanych społecznościowo projektach. Jednym z najbardziej dotkliwych przykładów stało się ogłoszenie zamknięcia katalogu Myrient, który gromadził blisko 390 TB plików związanych z historią gier wideo. Serwer przestanie działać 31 marca 2026 r., a jego twórca przyznał, że dalsze utrzymywanie infrastruktury stało się ekonomicznie nie do udźwignięcia.

Hardware’owe wąskie gardło uderza w najmniejsze archiwa

Deficyt pamięci RAM rozpoczął się pod koniec 2025 r., kiedy to według danych TrendForce dostawy kości DRAM spadły o ponad 20% kwartał do kwartału. W tym samym czasie średnia cena modułu DDR5 wzrosła niemal dwukrotnie. Dostawcy hostingu i wyspecjalizowane serwerownie, dysponując ograniczonym zapasem sprzętu, przerzucili rosnące koszty na klientów. O ile dla dużych platform streamingowych kilkuprocentowa podwyżka jest wciąż osiągalna, o tyle dla hobbystycznych repozytoriów oznacza ona nagły kilkanaście lub kilkudziesięcioprocentowy skok wydatków operacyjnych. Myrient, utrzymujący się wyłącznie z dobrowolnych datków, odczuł to natychmiast – comiesięczne koszty serwera przekroczyły 20 tys. zł.

Dlaczego 390 TB to znacznie więcej niż kolumna w arkuszu Excel

W cyfrowych zbiorach Myrient znajdowały się wczesne wersje konsolowych gier, poprawki, fanowskie translacje i dokumentacja techniczna sprzętu, którego nośniki fizyczne ulegają szybkiemu rozpadowi. Muzea technologii, takie jak kalifornijskie MADE, podkreślają, że dostęp do oryginalnych plików jest kluczowy dla badań nad historią interaktywnej rozrywki. Tym bardziej że wielu klasycznych tytułów – z powodów licencyjnych lub braku kopii źródłowych – nie da się oficjalnie ponownie wydać. Likwidacja repozytorium nie przekreśla oczywiście całości materiałów, jednak zmusza badaczy oraz pasjonatów do gorączkowego tworzenia kopii zapasowych na innych, prywatnych serwerach.

Trzy powody, które przesądziły o decyzji właściciela

Utrzymujący projekt anonimowy administrator wymienił konkretne czynniki, które razem doprowadziły do decyzji o wyłączeniu usługi:

• ruch sieciowy wzrósł w ciągu roku niemal trzykrotnie, podczas gdy liczba wspierających finansowo użytkowników nie nadążała za skalą zainteresowania; • część odwiedzających korzystała z komercyjnych menedżerów pobierania, generując olbrzymią liczbę równoległych połączeń i znacząco podnosząc rachunki za transfer; • kryzys na rynku DRAM i podwyżki cen magazynów danych (HDD oraz SSD) podniosły podstawowy koszt utrzymania każdej kolejnej kopii archiwum.

Choć mowa o materiale funkcjonującym na granicy prawa autorskiego, z ekonomicznego punktu widzenia projekt działał podobnie do legalnych platform typu Internet Archive – różnica polegała na braku formalnych sponsorów zdolnych buforować nagły wzrost cen sprzętu.

Czy cyfrowe dziedzictwo przetrwa erę drogich gigabajtów?

Specjaliści od archiwizacji przewidują, że w najbliższych kwartałach wiele porównywalnych projektów podzieli los Myrientu. Według firmy badawczej IDC globalna ilość generowanych danych rośnie o ponad 25% rocznie, podczas gdy produkcja nośników masowych nie nadąża w podobnym tempie. Jeśli ten trend się utrzyma, w internecie pozostaną przede wszystkim treści komercyjne oraz te, którym uda się znaleźć instytucjonalnych patronów. Niezależnym pasjonatom pozostaje krótkie okno czasowe: przed 31 marca 2026 r. mogą pobierać i replikować unikalne pliki, by w przyszłości badacze kultury cyfrowej nie musieli polegać na fragmentarycznych zapisach historii.