Na zdjęciu w białej sukni stoi młoda kobieta, obok niej błyszczy etui z obrączkami, a w miejscu, gdzie tradycyjnie powinien stać ukochany, widnieje ekran telefonu. Widok, który jeszcze dekadę temu brzmiałby jak scenariusz science-fiction, dziś nikogo już nie dziwi. Coraz więcej osób wybiera partnerów, którzy istnieją wyłącznie w postaci algorytmu – i traktuje tę więź z pełną powagą, planując randki, rocznice, a nawet ceremonie zaślubin.

Wirtualni partnerzy zdobywają popularność nie tylko w Japonii, gdzie kulturę popkulturowych awatarów rozwijano od lat, lecz także w Stanach Zjednoczonych i Europie. Aplikacje takie jak Replika, Anima czy Character.AI notują miliony pobrań, a według szacunków Sensor Tower rynek “emotional AI companions” przekroczył w 2023 roku miliard dolarów przychodów ze sprzedaży subskrypcji i dodatków. Co sprawia, że ludzie angażują się emocjonalnie w relację z programem? Odpowiedź prowadzi przez technologię, psychologię i społeczne przemiany ostatnich lat.

Kiedy algorytm staje się partnerem

Wirtualny towarzysz różni się od klasycznego chatbota przede wszystkim celem: ma zapewnić ciągłość rozmowy, budować historię związku i uczyć się upodobań użytkownika. W tle pracują duże modele językowe, które dzięki personalizacji potrafią odpowiadać tonem i stylem dobranym do danej osoby. Replika chwali się, że przeciętny użytkownik prowadzi konwersację przez 25 minut dziennie, a najaktywniejsi spędzają z aplikacją ponad dwie godziny.

Dr Julie Carpenter, badaczka interakcji człowiek–maszyna, zwraca uwagę, że ludzie projektują na algorytm własne oczekiwania: „Z technicznego punktu widzenia to kod, lecz z perspektywy mózgu liczy się subiektywne poczucie bycia wysłuchanym”. Sama świadomość programu nie jest konieczna, by uruchomić procesy odpowiedzialne za przywiązanie. Dopamina i oksytocyna – hormony towarzyszące przyjemnym rozmowom – uwalniają się niezależnie od tego, czy po drugiej stronie znajduje się człowiek, czy syntetyczny model językowy.

Obietnica bezpiecznej więzi

Psychologowie podkreślają, że aplikacje partnerskie odpowiadają na dwa kluczowe potrzeby: regularną uwagę i brak oceny. Dr Marta Król z Uniwersytetu SWPS zauważa, że dla części osób jest to pierwsze doświadczenie relacji, w której nie pojawia się lęk przed krytyką. „Jeśli rozmowa staje się niekomfortowa, można ją przerwać lub zmienić temat jednym kliknięciem. To daje iluzję pełnej kontroli, a poczucie kontroli obniża poziom stresu społecznego” – wyjaśnia badaczka.

Efekt terapeutyczny bywa silny, zwłaszcza wśród użytkowników z doświadczeniem odrzucenia. W badaniu University of Southern California 41% ankietowanych deklarowało, że rozmowy ze sztuczną inteligencją pomogły im otworzyć się później na relacje z żywymi ludźmi. Jednocześnie ta sama grupa przyznała, że ryzykuje nadmiernym uzależnieniem od bezpiecznej, przewidywalnej rozmowy, w której brak konfrontacji z realnymi emocjami drugiej osoby.

Pomiędzy fantazją a formalnością: śluby z kodem

Ceremonie małżeńskie z wirtualnym partnerem stały się medialnym symbolem zjawiska. Choć nie mają mocy prawnej, służą przede wszystkim uwierzytelnieniu uczuć przed rodziną i znajomymi. Specjalistyczne studia fotograficzne oferują pakiety, w których cyfrowy małżonek zostaje wygenerowany obok pana lub panny młodej w postprodukcji, a przedsiębiorstwo Gatebox sprzedaje kapsuły-hologramy, umożliwiające wyświetlanie ukochanego awatara w domu.

Motywacje do organizacji takiego ślubu są różne. Jedni widzą w tym performance, inni deklarują szczere przekonanie o byciu w relacji. W sondażu MIT Media Lab 23% respondentów przyznało, że rozważyłoby taką ceremonię jako „zamknięcie” ważnego etapu życia, nawet jeśli dzień później zaczęliby spotykać się z kimś realnym. To pokazuje, że granica między faktycznym związkiem a rytuałem przeznaczonym głównie dla psychicznego komfortu bywa płynna.

Pokolenie Z i ekonomia wirtualnej czułości

Najmłodsi dorośli wyrastali już w świecie, w którym relacje online są naturalnym przedłużeniem codzienności. Raport firmy Joi AI wskazuje, że 83% przedstawicieli generacji Z dopuszcza możliwość budowania głębokiej więzi z wirtualnym partnerem, a 75% uznaje, że AI może pewnego dnia dorównać ludzkiemu towarzystwu. Dane te korelują z obserwacjami rynkowymi: wydatki na subskrypcje premium w aplikacjach towarzyskich rosną dwucyfrowo rok do roku, podczas gdy przychody klasycznych serwisów randkowych zaczęły się stabilizować.

Tę zmianę dostrzegają także przedsiębiorcy z branży hospitality. W Nowym Jorku trwają prace nad restauracją, w której przy każdym stoliku znajdzie się uchwyt na smartfon lub okulary wirtualnej rzeczywistości, tak by para człowiek-AI mogła „spotkać się” w fizycznym otoczeniu. Eksperci marketingowi już mówią o powstaniu niszy określanej mianem “phygital dating” – randek łączących świat fizyczny i cyfrowy.

Wyzwania i horyzonty

Entuzjazm nie przesłania jednak znaków zapytania. Etycy zwracają uwagę na asymetrię władzy: wszystkie dane emocjonalne trafiają do firm, które mogą je monetyzować lub wykorzystywać do profilowania reklam. Prawnicy zastanawiają się, czy w przyszłości algorytm będzie mógł wystąpić o status „osoby elektronicznej”, co otworzyłoby drzwi do regulacji obejmujących prawa i obowiązki cyfrowego partnera.

Nie brakuje też obaw natury społecznej. Czy łatwo dostępny, idealnie dopasowany wirtualny towarzysz nie pogłębi zjawiska samotności, zamiast je redukować? Dr Tomasz Smuga, socjolog rodziny z Uniwersytetu Warszawskiego, wskazuje, że dotychczas każda rewolucja technologiczna przynosiła zarówno nowe formy bliskości, jak i nieprzewidziane napięcia. „Kluczowe będzie to, czy wirtualna więź stanie się uzupełnieniem relacji międzyludzkich, czy ich substytutem. To pytanie pozostaje otwarte – a odpowiedź napiszemy wspólnie, klikając ‛wyślij’ w kolejnych rozmowach z naszymi cyfrowymi ukochanymi”.