Rosnąca popularność kryptowalut zbiega się z nowym sposobem działania zorganizowanych grup przestępczych: okup coraz częściej żądany jest w bitcoinach, a do amatorskiego śledztwa włączają się setki tysięcy internautów obserwujących transmisje na żywo. Opisywane niedawno uprowadzenie matki znanej amerykańskiej dziennikarki pokazało, jak tradycyjne porwanie może przenieść się do sfery cyfrowej i stać się widowiskiem prowadzonym równolegle przez organy ścigania oraz twórców internetowych.

Cyfrowe waluty w rękach porywaczy

Bitcoin, stworzony jako zdecentralizowany środek płatniczy, okazał się atrakcyjny również dla przestępców. Jego konstrukcja pozwala na szybkie, transgraniczne przekazywanie środków bez pośrednictwa banków, co utrudnia tradycyjną konfiskatę aktywów. Według firmy Chainalysis w 2023 r. przestępcze przepływy środków w blockchainach przekroczyły 20 mld USD, z czego coraz większą część pochłaniały wymuszenia i porwania. Przewaga bitcoina nad klasyczną gotówką polega na natychmiastowym transferze – porywacze mogą przekierować środki przez kilka portfeli i mikserów, zanim organy ścigania zdążą zareagować. Jednocześnie rośnie profesjonalizacja przestępców: kupują jednorazowe telefony, wykorzystują sieci Tor oraz usługi poczty elektronicznej chroniące metadane, co dodatkowo komplikuje działania dochodzeniowe.

Głos internetu jako narzędzie śledcze

Śledzenie zaginięć przestało być zarezerwowane wyłącznie dla policji. Popularne kanały na YouTube, TikToku czy Reddit, liczące od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy obserwujących, analizują nagrania z kamer, dane z otwartych rejestrów i informacje satelitarne. Podczas wspomnianego porwania twórca jednego z kanałów prowadził codzienne transmisje na żywo, podczas których widzowie nanosili potencjalne trasy ucieczki porywaczy na mapy, sprawdzali ruch pojazdów w aplikacjach typu ADS-B oraz porównywali zapisy z publicznych kamer CCTV. Ta oddolna analiza przyniosła kilka realnych tropów – lokalizacja spalonego samochodu i wskazanie możliwego miejsca ukrycia ofiary – ale miała też ciemną stronę: w sieci szybko rozchodziły się niezweryfikowane plotki, a jedna z niewinnych osób została niesłusznie oskarżona, co zmusiło policję do oficjalnego sprostowania.

Skuteczność i ograniczenia analizy blockchain

Mimo pozornej anonimowości kryptowalut organy ścigania dysponują dziś zaawansowanymi narzędziami analitycznymi. W 2022 r. amerykański Departament Sprawiedliwości odzyskał ponad 94 tys. BTC pochodzących z włamania na giełdę Bitfinex, udowadniając, że odpowiednio śledząc ślad on-chain można dotrzeć do sprawców nawet po wielu latach. Kluczowe znaczenie ma współpraca z giełdami wymagającymi weryfikacji tożsamości (KYC) – gdy okup trafia na taki rachunek, analiza przepływów pozwala zidentyfikować porywaczy i zamrozić środki. Problem w tym, że przestępcy przechodzą na platformy peer-to-peer, korzystają z czarnorynkowych kantorów lub zamieniają bitcoiny na prywatnościowe monety, np. monero. W rezultacie, jak szacuje Europol, odsetek spraw, w których odzyskano pełną kwotę okupu w kryptowalucie, nadal nie przekracza 15%.

Konsekwencje dla prawa i bezpieczeństwa publicznego

Połączenie wymuszeń kryptowalutowych i crowdsourcingu śledczego stawia nowe wyzwania legislacyjne. Kilka stanów USA pracuje nad przepisami zmuszającymi giełdy do natychmiastowego powiadamiania organów ścigania o transakcjach mogących mieć związek z porwaniem. Równocześnie trwają dyskusje nad tym, jak koordynować działania amatorskich detektywów z oficjalnym dochodzeniem, by nie utrudniać pracy służbom. Coraz częściej pojawiają się postulaty stworzenia cyfrowych „korytarzy zgłoszeniowych” – bezpiecznych miejsc, w których blogerzy i youtuberzy mogliby przekazywać zebrane dane bez publikowania ich publicznie. Eksperci ds. bezpieczeństwa przewidują, że efektywna walka z nową falą przestępczości wymaga zarówno szybkiego reagowania na poziomie blockchain, jak i edukacji społecznej, by e-detektywi potrafili odróżnić fakty od dezinformacji.