Kosztowna głupota online: Kogo dotkną nowe przepisy?

młot sędziowski i kodeks | fot. http://elements.envato.com/

Zjawisko publikowania brutalnych lub upokarzających materiałów na żywo przyciąga uwagę opinii publicznej nie tylko ze względu na swój szokujący charakter, lecz także z uwagi na ograniczoną skuteczność dotychczasowych narzędzi prawnych. Przygotowywana nowelizacja Kodeksu karnego ma odwrócić tę tendencję, wprowadzając precyzyjne sankcje za transmitowanie i promowanie czynów zabronionych. W efekcie odpowiedzialność może spaść nie tylko na twórców patotreści, ale także na osoby, które je udostępniają lub w inny sposób wspierają.

Ustawa w natarciu: co zakłada projekt i kogo obejmie

Przedłożony w Sejmie projekt rozszerza katalog przestępstw zagrożonych karą, gdy zostaną one nagrane i rozpowszechnione w internecie. Przewidywana sankcja wynosi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Lista czynów obejmuje m.in. naruszenie nietykalności cielesnej, znęcanie się nad zwierzętami, groźby wobec życia lub zdrowia, a także inscenizowanie takich zachowań w celu zwiększenia atrakcyjności transmisji. Wyłącza się z odpowiedzialności działania o charakterze artystycznym, edukacyjnym, kolekcjonerskim i naukowym, choć projektodawcy zapowiadają precyzyjne doprecyzowanie wyjątków, aby uniknąć nadużyć. Analogiczne kary mają objąć reklamę nielegalnych zakładów wzajemnych i gier losowych, co ma przeciąć finansowe źródła części patostreamerów.

Słabe punkty dotychczasowych regulacji i głosy ekspertów

Kodeks karny od lat zawiera przepisy penalizujące poszczególne zachowania, takie jak groźby karalne, zniesławienie, rozpowszechnianie pornografii czy nawoływanie do przemocy. Problemem okazało się jednak ich rozproszenie oraz brak przepisu odnoszącego się bezpośrednio do publikacji materiałów z przestępstw. Zdaniem prawników stworzenie odrębnego typu czynu zabronionego – podobnie jak w niemieckiej ustawie NetzDG czy węgierskiej regulacji przeciwko „szokującym transmisjom” – ma znaczenie prewencyjne i ułatwia organom ścigania szybsze reagowanie. Eksperci zwracają uwagę, że kluczowe będzie doprecyzowanie trybu usuwania nagrań oraz współpraca platform z prokuraturą. W Niemczech, gdzie za brak reakcji na zgłoszenia grożą wielomilionowe grzywny, liczba najostrzejszych transmisji znacząco spadła; podobny efekt odnotowano w Nowej Zelandii po wprowadzeniu ustawy Harmful Digital Communications.

Codzienny użytkownik pod lupą: działania ryzykowne w świetle prawa

Choć projekt ustawy celuje w skrajne przypadki, zwykli internauci również powinni znać granice dopuszczalnych zachowań:

• zniesławienie – publikowanie lub udostępnianie nieprawdziwych, szkodliwych informacji o osobie lub firmie;

• znieważenie – obraźliwe komentarze naruszające godność;

• publikacja przerobionych zdjęć bez zgody zainteresowanego;

• uporczywe nękanie (stalking) za pośrednictwem komunikatorów i mediów społecznościowych;

• nieautoryzowany dostęp do cudzych kont lub korespondencji;

• udostępnianie nagrań z udziałem osób nieświadomych nagrywania.

Każde z powyższych działań jest obecnie penalizowane na mocy różnych artykułów Kodeksu karnego, lecz nowelizacja ma ułatwić łączenie pozornie drobnych incydentów w jeden akt oskarżenia, jeśli ich celem było zdobycie rozgłosu lub korzyści finansowych.

Międzynarodowe lekcje i scenariusze dla Polski

W Australii funkcjonuje rządowy eSafety Commissioner, który może nakazać platformom usunięcie szkodliwych nagrań w ciągu 24 godzin pod groźbą wysokiej grzywny. Unijne rozporządzenie o usługach cyfrowych (DSA) nakłada analogiczne obowiązki, a Komisja Europejska zapowiada audyty największych serwisów w zakresie moderacji treści. Jeśli polskie przepisy zostaną przyjęte, będą musiały współgrać z DSA, co w praktyce oznacza konieczność ustanowienia szybkich ścieżek raportowania i przejrzystych kryteriów blokady materiałów. Przykład głośnego procesu w Wielkiej Brytanii przeciwko influencerowi transmitującemu napaść pokazuje, że skuteczna egzekucja wymaga zarówno precyzyjnego prawa, jak i zdecydowanego działania organów ścigania. Legislatorzy liczą, że połączenie kar za tworzenie treści z sankcjami za ich reklamowanie ograniczy finansowanie patologicznych kanałów i tym samym obniży ich atrakcyjność.

Choć żadna regulacja nie wyeliminuje całkowicie brutalnych publikacji, międzynarodowe doświadczenia dowodzą, że jasne normy prawne, realne kary finansowe dla platform oraz szybkie procedury usuwania materiałów mogą znacząco ograniczyć skalę zjawiska. Wprowadzenie kompleksowych przepisów w Polsce ma szansę przenieść odpowiedzialność za szkodliwe treści z odbiorców na ich autorów i dystrybutorów, a w konsekwencji uczynić rodzimy internet bezpieczniejszym miejscem dla wszystkich użytkowników.