Premiera pierwszego konsumenckiego gadżetu firmowanego przez OpenAI odsuwa się bardziej, niż wskazywały ubiegłoroczne przecieki: z akt sądowych wynika, że projekt ma szansę trafić do sprzedaży dopiero w marcu 2027 r. To wyraźna korekta wobec wcześniejszego, ambitnego harmonogramu zakładającego debiut jeszcze w 2026 r., a według niektórych źródeł nawet w końcówce bieżącego roku.

Revised timeline anchored in legal disclosures

Wzmianka o nowej dacie wypłynęła w trakcie postępowania patentowego prowadzonego w Stanach Zjednoczonych. Złożone tam dokumenty ujawniają, że OpenAI formalnie zarezerwowała w planie produkcyjnym pierwsze kwartały 2027 r. Na przemysłowym zapleczu oznacza to, iż prace nad prototypami weszły w fazę zaawansowanych testów, ale kluczowe komponenty – przede wszystkim niestandardowe układy obliczeniowe – wciąż wymagają walidacji.

Tego rodzaju obsunięcia harmonogramu nie są niczym niezwykłym w branży hardware’u konsumenckiego. Według analityków rynku elektroniki użytkowej projekty, w których sztuczna inteligencja ma pełnić rolę rdzenia funkcjonalności, przeciętnie potrzebują o 30–40% więcej czasu na certyfikację niż klasyczne urządzenia mobilne. W praktyce do finalnej premiery liczącej się marki wprowadzają tylko te firmy, które dysponują solidnym zapasem kapitałowym – OpenAI z pulą miliardowych inwestycji Microsoftu należy do tego wąskiego grona.

Zmiana nazwy i niuanse własności intelektualnej

Pierwotny kryptonim platformy – „io” – zniknął z wewnętrznych materiałów. Według specjalistów od prawa własności intelektualnej przyczyną był konflikt z mniejszą firmą działającą w segmencie audio, która wcześniej zarejestrowała zbliżone brzmieniowo oznaczenie. Decyzja o rezygnacji zapadła zanim sprawa eskalowała do publicznego sporu, co świadczy o ostrożności OpenAI. W branży, w której nazwy produktów potrafią mieć wartość setek milionów dolarów, koszt ewentualnego rebrandingu po premierze mógłby być znacznie wyższy niż korekta w fazie R&D.

Spółka nie ujawnia jeszcze finalnego brandu, ale z nieoficjalnych przecieków wynika, że poszukiwane jest słowo wywołujące skojarzenia z „asystentem” lub „towarzyszem”, a jednocześnie łatwe do wymówienia na rynkach azjatyckich i zachodnich. Podobne kryteria przyjęły ostatnio start-upy Humane i Rabbit, pracujące nad konkurencyjnymi pinami opartymi na generatywnej AI.

Plotki o reklamie podczas Super Bowl

Krótko po transmisji finału ligi NFL media społecznościowe obiegł trzydziestosekundowy spot rzekomo prezentujący szkic nowego urządzenia. Nagranie – z kobietą wydającą głosowe polecenia niewidocznemu gadżetowi – zostało szybko zdementowane przez rzeczniczkę OpenAI. Firma podkreśliła, że nie była nadawcą reklamy i nie prowadzi jeszcze kampanii marketingowej. Analiza klatka po klatce pokazała, że film stanowił kompilację ujęć stockowych, a za wizerunkiem logotypu stał anonimowy twórca viralowy.

Filozofia projektowania: „antysmartfon” w praktyce

Najciekawszy wątek dotyczy samej idei produktu. Według rozmówców Financial Times i The Information sprzęt powstaje przy współpracy z Jonym Ivem, byłym szefem designu Apple. Kluczowym założeniem ma być ograniczenie bodźców wizualnych: brak tradycyjnego ekranu, minimum alertów i interakcja przede wszystkim głosowa. Odbiorca, zamiast przewijać powiadomienia, ma zadawać krótkie pytania lub wydawać polecenia, a system AI – oparty na modelach pokrewnych GPT-4 i GPT-5 – zwróci skondensowaną odpowiedź głosem lub dyskretnym projektem świetlnym.

Takie podejście wpisuje się w szerszy trend „calm technology”, zakładający, że elektronika powinna być tłem, a nie dominującym elementem codzienności. Zwolennicy konceptu wskazują na rosnące zainteresowanie urządzeniami typu wearables bez ekranów: inteligentnymi pierścieniami do monitoringu zdrowia czy wcześniej wspomnianymi pinami. Krytycy zauważają jednak, że interfejsy głosowe bywają zawodne w głośnym otoczeniu oraz rodzą pytania o prywatność – mikrofony pozostają w trybie nasłuchiwania, co wymaga precyzyjnych zabezpieczeń.

Potencjalny wpływ na rynek elektroniki i usług AI

Choć do premiery pozostały co najmniej trzy lata, samo potwierdzenie planu produktowego ma konsekwencje wykraczające poza OpenAI. Producenci podzespołów planują moce fabryczne z wyprzedzeniem, a dłuższy horyzont może oznaczać, że partnerzy – od wytwórców baterii po dostawców sensorów – zyskają czas na dopracowanie rozwiązań zoptymalizowanych pod obliczenia AI w trybie lokalnym. Eksperci Gartnera podkreślają, że każdy nowy format urządzenia z rodowodem big-techowym przyspiesza migrację usług chmurowych na krawędź sieci (edge), gdzie prywatność i niskie opóźnienia stają się priorytetem.

Z punktu widzenia konsumentów przesunięcie terminu może okazać się korzystne: konkurencja w segmencie kompaktowych asystentów wciąż się zagęszcza, co zmusza liderów do bardziej agresywnej innowacji. Do 2027 r. na rynek trafić mają kolejne generacje urządzeń Humane i Rabbit, a także pierścienie Oura i wybranych marek sportowych wzbogacone o konwersacyjne interfejsy AI. Jeśli OpenAI zdoła w tym czasie dopracować własny model językowy, wyraźnie szybszy i tańszy w użyciu niż narzędzia konkurencji, może wejść na scenę z przewagą trudną do nadrobienia.

Co dalej?

W najbliższych kwartałach spodziewane są kolejne aktualizacje wynikające z testów konsumenckich – OpenAI rozpoczęła już zamknięty program pilotażowy wśród wybranych partnerów biznesowych. Firma nie odpowiedziała na pytania o szczegóły specyfikacji, jednak analitycy spodziewają się modułu LTE/5G dla autonomicznej łączności, zestawu mikrofonów kierunkowych oraz mini-projektora laserowego do wyświetlania podstawowych informacji na dłoni użytkownika. Jeżeli potwierdzą się doniesienia o integracji z przyszłymi wersjami ChatGPT, urządzenie może stać się pierwszym w pełni mobilnym „hostem” dużego modelu językowego w kieszeni.