Niewidzialne zagrożenie słuchawek: co odkryli naukowcy?
Mateusz Szałowskisłuchawki | fot. http://elements.envato.com/
Słuchawki jeszcze kilkanaście lat temu były gadżetem przede wszystkim melomanów i profesjonalistów audio. Dziś towarzyszą nam w pracy zdalnej, na siłowni oraz w podróży, stając się jednym z najczęściej noszonych przedmiotów z tworzyw sztucznych, które mają stały kontakt ze skórą. Rosnąca popularność tych urządzeń skłoniła naukowców i organizacje pozarządowe do zadania fundamentalnego pytania: czy materiał, z którego wykonane są muszle, pałąki i przewody, jest całkowicie bezpieczny dla użytkownika?
Najświeższe europejskie badania, współfinansowane z funduszy środowiskowych Unii Europejskiej, wskazują, że w wielu modelach — zarówno dousznych, jak i nausznych — występują dodatki chemiczne kojarzone z zaburzeniami endokrynnymi, astmą czy uszkodzeniami wątroby. Choć poziom pojedynczej ekspozycji rzadko przekracza limity określone w rozporządzeniu REACH, to kumulacja codziennych kontaktów z różnymi produktami staje się realnym problemem zdrowia publicznego.
Chemiczny skład powszechnie stosowanych tworzyw
Plastik wykorzystywany do produkcji słuchawek musi łączyć sztywność, odporność na uderzenia i trwały kolor. W praktyce oznacza to stosowanie poliwęglanów, ABS-u oraz elastycznych elastomerów, które trudno byłoby wytworzyć bez dodatków takich jak bisfenole, ftalany czy polibromowane środki zmniejszające palność (PBDE). Bisfenol A (BPA) nadaje poliwęglanowi przejrzystość i wytrzymałość, zaś ftalany w kablach gwarantują giętkość. Problem polega na tym, że część związków nie jest chemicznie związana z polimerem. Z upływem czasu migrują one na powierzchnię, skąd mogą przedostawać się dalej — do powietrza, kurzu, a ostatecznie do organizmu człowieka.
Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem klasyfikuje niektóre ftalany jako możliwe kancerogeny, a liczne eksperymenty na modelach zwierzęcych potwierdziły ich zdolność do ingerowania w gospodarkę hormonalną i rozwój układu rozrodczego. Również w przypadku bisfenoli pojawia się zjawisko „zamieniania problemu”: wycofywany BPA bywa zastępowany analogiem BPS lub BPF, których bezpieczeństwo wciąż jest przedmiotem dyskusji naukowej.
Jak toksyczne cząsteczki trafiają do organizmu
W przypadku tradycyjnych artykułów z plastiku — zabawek, opakowań czy elementów wyposażenia wnętrz — dominującą drogą narażenia jest doustne spożycie mikrocząstek lub wdychanie pyłu domowego. Ze słuchawkami sytuacja wygląda inaczej: kontakt materiału ze skórą ucha i skrawka potylicznego może trwać wiele godzin dziennie. Wysoka temperatura ciała, wilgoć oraz ruch mechaniczny podczas biegania lub jazdy na rowerze dodatkowo przyspieszają migrację dodatków chemicznych do warstwy hydro-lipidowej skóry.
Dane z badań perkutanej absorpcji wskazują, że np. BPA jest w stanie przeniknąć przez naskórek w ilości kilku mikrogramów na centymetr kwadratowy przy ekspozycji trwającej dwie godziny i temperaturze 37°C. Choć wartości te wydają się niskie, trzeba uwzględnić fakt, że wiele osób korzysta ze słuchawek codziennie, a jednocześnie styka się z podobnymi związkami w paragonach termicznych, butelkach do picia czy sprzęcie elektronicznym.
Skala zjawiska ujawniona przez najnowsze badania
W opublikowanej pod koniec 2023 roku analizie przebadano 81 par słuchawek zakupionych w sieciach handlowych oraz na platformach e-commerce w sześciu państwach Europy Środkowej. W 98% próbek stwierdzono obecność BPA, a w ponad połowie – jego zamiennik BPS. Ponadto, w jednej czwartej urządzeń wykryto polibromowane środki zmniejszające palność, pomimo ich częściowego zakazu w produktach konsumenckich. Co istotne, lista marek objętych badaniem obejmowała zarówno segment premium, jak i popularne modele budżetowe, co sugeruje systemowy charakter problemu.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że nawet jeśli stężenia mieszczą się w granicach prawnych, obowiązujące przepisy regulują głównie pojedyncze substancje. W praktyce konsument narażony jest na wieloskładnikową „mieszankę koktajlową”, której łączny efekt toksykologiczny jest trudny do oszacowania przy obecnym stanie wiedzy.
Konsekwencje regulacyjne i odpowiedzialność producentów
Unia Europejska prowadzi przegląd strategii dotyczących chemikaliów dla zrównoważonej przyszłości, którego jednym z filarów jest zasada „bezpieczny i zrównoważony projekt od samego początku”. Producenci elektroniki przenośnej będą musieli udowodnić, że nietrwałe dodatki można zastąpić bezpieczniejszymi alternatywami lub wyeliminować, nie pogarszając parametrów użytkowych. Jednocześnie od 2025 roku wejdzie w życie rozszerzony obowiązek raportowania w bazie SCIP dotyczący substancji wzbudzających szczególnie duże obawy w wyrobach, co ma zwiększyć przejrzystość całego łańcucha dostaw.
Część koncernów audio już eksperymentuje z biopolimerami lub tworzywami modyfikowanymi za pomocą plastyfikatorów otrzymanych z olejów roślinnych. Barierą pozostaje jednak koszt oraz wytrzymałość materiału na intensywne użytkowanie. Konsumenci coraz częściej pytają o deklaracje wolne od BPA i ftalanów, co może przyspieszyć rynkową transformację, jeśli przemysł otrzyma wyraźny sygnał ekonomiczny.
Świadome użytkowanie: kroki ograniczające ekspozycję
Eksperci toksykologii środowiskowej podkreślają, że całkowite wyeliminowanie tworzyw sztucznych jest nierealne, lecz ekspozycję można ograniczyć kilkoma prostymi działaniami. Po pierwsze, warto wybierać modele z certyfikatami świadczącymi o niskiej zawartości substancji niebezpiecznych, na przykład zgodnymi z normą OEKO-TEX dla wyrobów skórzanych i tekstylnych czy certyfikatem TCO Certified dla sprzętu IT. Po drugie, regularne czyszczenie nauszników miękką, suchą ściereczką usuwa migrujące resztki plastifikatorów. Po trzecie, dobrze jest unikać przechowywania słuchawek w nagrzanym samochodzie lub na słońcu, ponieważ wysoka temperatura znacząco przyspiesza proces uwalniania dodatków chemicznych.
W perspektywie długoterminowej kluczowe będzie połączenie świadomego wyboru konsumenta z ambitnymi regulacjami i innowacjami materiałowymi. Rynek audio może stać się poligonem doświadczalnym dla bezpieczniejszych polimerów, które z czasem trafią także do innych produktów codziennego użytku, zmniejszając łączną ekspozycję społeczeństwa na potencjalnie szkodliwe substancje.