Na rynek trafi mniej smartfonów. Analitycy wskazują na jeden kluczowy powód
Jeszcze dwa lata temu większość firm technologicznych liczyła, że po pandemicznych zawirowaniach globalna sprzedaż telefonów wróci na ścieżkę stabilnego wzrostu. Tymczasem najnowsze analizy TrendForce, a także niezależne szacunki IDC i Counterpoint Research, sygnalizują, że 2026 r. może przynieść wyraźne ochłodzenie popytu. Kluczowym czynnikiem nie jest tym razem słabsza koniunktura czy nasycenie rynku, lecz skokowy wzrost cen pamięci DRAM i NAND, które w największym stopniu podnoszą koszt produkcji każdego urządzenia.
Wywołany ograniczoną podażą komponentów i rosnącym zapotrzebowaniem ze strony centrów danych boom cenowy już teraz wpływa na budżety producentów telefonów. Jeżeli trend utrzyma się do połowy przyszłego roku, konsekwencją będzie mniejsza liczba modeli wprowadzanych do sprzedaży, wyższe ceny detaliczne i – co pokazują projekcje – nawet dwucyfrowy spadek globalnych dostaw.
Prognozy dostaw na 2026 r. – dwa scenariusze
Według TrendForce na półki sklepowe w 2026 r. trafi około 1,135 mld smartfonów, czyli o mniej więcej 10% mniej niż rok wcześniej. W scenariuszu pesymistycznym – określanym przez analityków jako „bear case” – z taśm fabryk zjedzie 1,061 mld urządzeń, co oznaczałoby 15% regres rok do roku.
Dla porównania, 2025 r. ma się zamknąć wynikiem 1,24–1,26 mld sztuk, a więc niespełna 2% wzrostem względem 2024 r. Oznacza to, że ewentualny spadek w 2026 r. odwróciłby krótkotrwałe odbicie i sprowadził wolumen sprzedaży do poziomów niewidzianych od siedmiu lat. Tak głębokiej korekty rynek nie notował od początku pandemii, co pokazuje skalę zagrożenia.
Pamięć jako coraz większy składnik kosztów
Jeszcze w 2022 r. moduły DRAM i układy NAND Flash odpowiadały za 10–15% łącznego kosztu podzespołów przeciętnego smartfona. Obecnie, na skutek ograniczonej podaży i rosnącego zapotrzebowania na pamięć w urządzeniach sztucznej inteligencji, udział ten wzrósł do 30–40%. Według DRAMeXchange seryjne kontrakty na pamięć mobilną poszły w górę o 25–30% w ujęciu rocznym, a ceny wysokowydajnych kości LPDDR5X i UFS 4.0 skoczyły jeszcze mocniej.
To uderza przede wszystkim w segment budżetowy, gdzie marże i tak oscylują wokół kilku procent. Dla urządzenia wycenionego w hurcie na 150 USD dodatkowe 10 USD kosztu pamięci oznacza konieczność podniesienia ceny detalicznej lub rezygnację z bardziej pojemnej konfiguracji. W segmencie premium wpływ podwyżek łagodzą wyższe marże i skłonność konsumentów do dopłaty za specyfikację, dlatego flagowce nadal będą oferować 12–16 GB RAM i 512 GB pamięci masowej, choć ich ceny mogą przekroczyć psychologiczną granicę 1500 USD.
Warto zwrócić uwagę, że rosnące zapotrzebowanie na pamięć wynika nie tylko z presji aplikacji AI. Systemy operacyjne wymagają coraz więcej miejsca, a producenci montują większe układy także po to, by wyróżnić telefon w marketingu. W warunkach ograniczonej podaży każde dodatkowe gigabajty podbijają jednak koszt, co przekłada się na kurczącą się liczbę modeli z dużą pamięcią w niższych przedziałach cenowych.
Zróżnicowana odporność producentów
Firmy, które posiadają własne fabryki pamięci lub długoterminowe kontrakty – na przykład Samsung czy Apple – są w relatywnie komfortowej sytuacji. Mogą one kompensować wzrost kosztów większymi partiami zakupowymi albo przenieść część produkcji do wewnętrznych zakładów. W dodatku segment premium, w którym obie marki dominują, jest mniej wrażliwy na podwyżki.
Chińscy producenci nastawieni na wolumen, tacy jak Xiaomi, Oppo i Transsion, są znacznie bardziej narażeni. Nie mają oni własnych mocy wytwórczych DRAM, a zysk per urządzenie jest niski, więc przeniesienie wyższych kosztów na klienta grozi utratą udziałów rynkowych. Według Counterpoint część z nich już rozważa ograniczenie liczby nowych modeli o 20–30% oraz rezygnację z najbardziej pojemnych wariantów pamięci w tańszych liniach.
Niewielkie marki, szczególnie te działające lokalnie, mogą stanąć przed jeszcze trudniejszym wyborem: akceptacja niższej rentowności lub całkowite wycofanie się z segmentu smartfonów. To z kolei może przyspieszyć konsolidację branży, na czym skorzystają najwięksi gracze.
Jak branża może odpowiedzieć na szok kosztowy
Analitycy Omdia wskazują trzy najbardziej prawdopodobne reakcje rynku. Po pierwsze, większy nacisk na modułową konstrukcję urządzeń, co umożliwi łatwiejsze dostosowanie pojemności pamięci do różnych regionów i kanałów sprzedaży. Po drugie, szersze wykorzystanie technologii kompresji danych i strumieniowania w chmurze, które mogą zmniejszyć potrzebę montowania dużej ilości pamięci lokalnej. Po trzecie, przyspieszenie prac nad alternatywnymi typami pamięci, takimi jak MRAM czy RRAM, które w długim horyzoncie mogą zdywersyfikować łańcuch dostaw.
Ostatecznie, to czy spadek dostaw osiągnie 10% czy 15%, zależeć będzie od dwóch zmiennych: tempa normalizacji cen DRAM i NAND oraz zdolności producentów do przekonania konsumentów, że droższy smartfon oferuje realną wartość dodaną. Jeśli koszty komponentów ustabilizują się w drugiej połowie 2025 r., rynek może uniknąć najczarniejszego scenariusza. W przeciwnym razie rok 2026 stanie się kolejnym okresem głębokiej korekty w historii branży mobilnej.